Hanna Wencel

HANNA WENCEL

Zaczęłam od drobnych serwetek, ale szybko przeszłam do większych rzeczy, takich jak firanki i duże serwety, a ostatnio zafascynowana kolorem zaczęłam także robić tęczowe łapacze snów.

Zaczęło się dawno, dawno temu, kiedy jako mała dziewczynka przyglądałam się mamie, która szydełkiem i na drutach potrafiła wykonać różne piękne i przydatne rzeczy. Z biegiem czasu sama zapragnęłam nauczyć się szydełkować, żeby ubierać lalki i misie.

Moje umiejętności oczywiście nie dorównywały maminym, ale ćwiczyłam cierpliwie, nabierając wprawy i doświadczenia. Gdy byłam starsza nauczyłam się także dziergać na drutach i przez długi czas to właśnie była moja ulubiona forma przetwarzania włóczki na rzeczy użyteczne. Z czasem przybywało obowiązków szkolnych i domowych, zmieniały się zainteresowania, pojawiały się nowe rzeczy warte poznania.
Zarzuciłam robótki na wiele, wiele lat. I dopiero stosunkowo niedawno powróciłam do nich. Któregoś wieczoru sięgnęłam do niewykorzystanych zapasów włóczek i kordonków i zapragnęłam spróbować, czy jeszcze potrafię coś wydziergać. Okazało się, że potrafię.

Zaczęłam od drobnych serwetek, ale szybko przeszłam do większych rzeczy, takich jak firanki i duże serwety, a ostatnio zafascynowana kolorem zaczęłam także robić tęczowe łapacze snów. Wszystko to robiłam wyłącznie na własne potrzeby, z chęci sprawdzenia, jak będzie wyglądało gotowe dzieło.

Niektóre rzeczy stały się prezentami, niektóre zostały przeznaczone na akcje charytatywne, niektóre trafiły do kufra. Nigdy nie myślałam o sprzedaży, ale z biegiem czasu nazbierało się ich tyle, że postanowiłam pokazać moje prace szerszej publiczności i zaoferować je do sprzedaży. I nawet jeśli znajdą one chętnych odbiorców, kufer na pewno nie pozostanie pusty. Przybywa pomysłów, przybywa wzorów, a radość z pracy nad nimi nie maleje.